Punkt węzłowy (4) – zawiła historia KBWLLP

W poprzednich trzech notkach z tego cyklu poruszałem zagadnienia: 1. „Znikniętej” komunikacji kpt. A. Ziętka z „Korsażem”, 2. Kursu lądowania – (rus. „posadocznyj”), o którym nie rozmawia załoga PLF 101 z „kontrolą” Siewiernego, 3. Zaginionej (w dokumentacji oficjalnej) karty podejścia z zachodnim (tu KM 79) kursem podchodzenia na XUBS , 4. Braku grozy na filmie S. Wiśniewskiego z „miejsca katastrofy” , 5. Pominięcia zeznań członków załogi jaka-40 (PLF 031) w rekonstrukcji przebiegu rozmów między PLF 031 a PLF 101 . Teraz „węzeł” (niekoniecznie gordyjski), który można by określić lakonicznie jako:

Pseudobadania pseudokomisji

Nie chodzi o „MAK”, bo tę moskiewską komedię omówiono w wielu miejscach. Chodzi o polską komisję, która, jak zaznaczałem, winna się zwać „komisją Klicha-Grochowskiego-Millera”. Potocznie przyjęło się mówienie o „komisji Millera”, więc ja również tego skrótu myślowego używam, choć nie jest on precyzyjny. 10 Kwietnia powinna powstać/zadziałać „komisja Grochowskiego” . To płk M. Grochowski był wtedy szefem „inspektoratu bezpieczeństwa lotów” MON, a „katastrofa” miała spotkać/spaść na/dotknąć etc. samolot 36 SPLT. Jeśli więc już miałaby powstać jakaś nadzwyczajna komisja (wojskowa), analogiczna jak KBWLLP powołana do zbadania katastrofy CASY (w styczniu 2008) , to pod kierownictwem Grochowskiego i on winien być ewentualnym „akredytowanym” nr 1. Jednak wcale nie leci on do Smoleńska w dniu „katastrofy” (i w ostateczności nie on stanie na czele KBWLLP, a ówczesny szef MSWiA, min. J. Miller niemający nic wspólnego z lotnictwem ).

O godz. 15:30 jakiem-40 wraz z kilkuosobową ekipą ekspercko-prokuratorską wybiera się na Siewiernyj płk dr E. Klich (późniejszy „akredytowany”, ale zarazem osoba niezaliczana oficjalnie do KBWLLP ), do którego w godzinach przedpołudniowych telefonuje sam „menażer” A. Morozow z „MAK-u” , mimo że Klich jest wtedy szefem komisji badającej wypadki cywilnych samolotów, zaś statek powietrzny wojskowego specpułku za cywilny samolot pasażerski raczej nie mógł być uważany . Klich z towarzyszącymi mu przedstawicielami polskiej strony po wylądowaniu na Siewiernym spędza 2 godziny w samolocie, po czym zostają oni odwiezieni autokarem pod namioty stojące nieopodal muru lotniska (gdzie zrobiono wyłom). Stamtąd spacerem odbywają króciutką wycieczkę po księżycowym krajobrazie polanki samosiejek, ograniczoną do zony Koli i okolic „ogona”, przy którym okazane zostają Polakom „czarne skrzynki” .

„Badania” na polance samosiejek, przy brzozie i w zdradliwym jarze po wschodniej stronie XUBS, trwające „cały dzień, do nocy”, jak ujmie Grochowski w wywiadzie dla Naszego Dziennika , odbywają się więc nazajutrz po „upadku tupolewa”, w niedzielę, 11-04-2010 (gdy pobojowisko jest już od kilkunastu godzin w trakcie „sprzątania”). Z tym „całym dniem” to pewna przesada; ekipa Grochowskiego przybywa do Smoleńska w godzinach popołudniowych – jak pisze Klich . Ale jeśliby doliczyć terenowe prace Klicha i jego ekipy tego dnia , to „cały dzień” by się może uskładał . Rzecz jasna, z pominięciem czasu na uroczystości „pożegnania ciała Prezydenta” uniemożliwiające ekspertom poruszanie się po lotnisku i w okolicy . Klich tego popołudnia „przekazuje kierowanie Grochowskiemu” (jak się jednak wnet okaże, to Klich zostanie mianowany przez Moskwę dyrygentem polskiej orkiestry na jej występach w Smoleńsku i Moskwie; potem zaś zostanie „zdetronizowany” przez Millera) . I właściwie na tych „całodniowych pracach” na „miejscu katastrofy” kończą się „terenowe badania” przyszłej KBWLLP . Już od poniedziałku (12-04-2010) prace sprowadzają się do „egzekutyw” z radzieckimi wojskowymi i uczonymi. „Miejsce katastrofy smoleńskiej” zostaje w ciągu paru dni doprowadzone do porządku buldożerami, spychaczami i koparkami, z wydatną pomocą setek „ratowników”, aczkolwiek „ziemia będzie oddawać” jeszcze tygodniami i miesiącami rozmaite szczątki na polance samosiejek – akurat wtedy, gdy w tamtych okolicach będą się pojawiać wycieczki z Polski – zwłaszcza z mediów związanych ze szkołą Macierewicza wyspecjalizowaną w znajdowaniu dowodów „katastrofy”.

Ale nie tylko wtedy. Zrazu bowiem, podczas wielkiego sprzątania pobojowiska przy Siewiernym, „ziemia oddaje” przede wszystkim różne ważne urządzenia lotnicze, choć niekoniecznie „oddaje” je wtedy, gdy są w pobliżu polscy eksperci lub wojskowi. Przykładowo w poniedziałek podczas narady u „gen. Bajnietowa” (12-04) „okazany zostaje” przedstawicielom polskiej strony słynny rejestrator szybkiego dostępu, czyli ATM cudownie znaleziony na „miejscu katastrofy” (przewieziony do Warszawy już 17-04-2010 , a więc zaledwie tydzień po „zdarzeniu”, a 5 dni po „okazaniu”). Zachodzi to „komisyjne okazanie” wprawdzie dopiero dwa dni po „katastrofie”, ale to i tak bardzo szybko w porównaniu z losem tych urządzeń, których smoleńska ziemia już „nie odda”, jak np. rejestratora K3-63 czy większych fragmentów „prezydenckiego tupolewa”, jak choćby kokpitu . Dzień lub dwa dni później po ATM-ie „ziemia odda” szczątki cudownie ocalałego rejestratora KBN-1-1, który zostaje dostarczony 14 kwietnia 2010 do Moskwy . Kiedy dokładnie zachodzi „oddanie” przez „ziemię” komputera pokładowego PLF 101, czyli FMS-a oraz TAWS-a – nie jest jednak w żadnej dokumentacji podane. Nie ma to zresztą większego znaczenia, tak jak i to, gdzie dokładnie i kiedy „znaleziono czarne skrzynki” – ponieważ oryginały tych urządzeń i tak nie zostaną przekazane polskiej stronie. I jako takie okażą się w „badaniach” KBWLLP w ogóle niepotrzebne .

Katastrofologom znad Wisły wystarczają znakomicie wykonane radzieckie kopie oraz owocne narady w Moskwie. Nie przeprowadzają oni nie tylko szeroko zakrojonych „badań terenowych”, ale i żadnych szczegółowych „badań wraku” (co zrozumiałe, skoro Klich wie już 10-go Kwietnia w drodze do Smoleńska, jakie są „przyczyny katastrofy” ). Co więcej, pojawia się też drobny problem ze zbadaniem pracy „kontrolerów”. Diabli smoleńskie sprawiają, że 10 Kwietnia „nie działa” sprzęt wideo w „wieży” . Potem zaś wyłaniają się trudności z prześledzeniem pracy „wieży” podczas „oblotu” na XUBS . Ponadto mnóstwo radzieckich dokumentów nie może się, w ferworze poszukiwań, znaleźć (por. polskie Uwagi). Te zaś, które się odnajdują, wykazują się pewnymi drobnymi usterkami . I tak dalej, i tak dalej.

To wszystko bynajmniej nie zniechęca badaczy z KBWLLP, którzy potrafią zbadać Zdarzenie nawet bez materiału dowodowego. Malkontenctwem jednak byłoby twierdzenie, że NIC owi badacze nie mają, tudzież, że mają wyłącznie to, co „Moskwa” niezbyt hojną ręką „dała/przekazała/udostępniła/skopiowała” – i że w ten jedynie sposób, tj. łatając, czym się da , konstruują swoją rekonstrukcję Zdarzenia. Mają oni wszak np. bezcenne „taśmy z XUBS” zgrywane chałupniczą metodą kilka dni po „katastrofie” (bo przecież „w dniu katastrofy” się nie dało). Mają też, co warte odnotowania, własne źródła – jak choćby materiał poglądowy w postaci mgielnego sitcomu, czyli filmowania pogody zaokiennej z parapetu przez S. Wiśniewskiego, który przypadkiem miał wystawić kamerę w smoleńskim hotelu akurat na wschodnią ścieżkę podejścia na tamtejsze wojskowe lotnisko. Premierowa prezentacja fragmentu tego materiału zachodzi w styczniu 2011, kilka dni po „zakończeniu prac” przez „MAK”.

KBWLLP ma poglądowe materiały, do których nie odwołuje się „MAK”. Mgielny sitcom Wiśniewskiego należy tu do „perełek” gdyż, jak wiemy z lektury Uwag, Ruscy nie udostępniają polskiej stronie danych dotyczących operacji lotniczych w strefie lotniska Siewiernyj w dniu 10-04. Także danych dot. iła-76 , typu zapisy CVR etc. Tylko paranoik mógłby się doszukiwać tu jakiegoś drugiego dna i sądzić, że Ruscy coś ukrywają – aczkolwiek jakiś inny paranoik mógłby wskazać na to, że i polska strona nie upublicznia danych dot. z kolei „Wosztyla” (zapisy CVR itd.), co do którego nie wiadomo, kiedy dokładnie wylądował „w dniu katastrofy”, jaką trasą leciał i jak komunikował się z białoruską i ruską „kontrolą”. Ktoś rozsądny – z tych, co świetnie rozumieją funkcjonowanie instytucji katastrofologicznych dysponujących wybrakowanym i/lub spreparowanym materiałem dowodowym – mógłby rzec, iż działania „Frołowa” i „Wosztyla” nie miały nic wspólnego z „katastrofą smoleńską”. To nieprawda. Wiemy, że komunikacja PLF 101-PLF 031 to kamień węgielny oficjalnej narracji (pojawia się on już w drugiej połowie maja w tzw. wstępnym „raporcie MAK”), a poza tym załoga „prezydenckiego tupolewa” dopytuje pilotów jaka-40 o „przylot Rosjan” (do dziś nie wiadomo, jakich/jaki) – tak jakby był on skorelowany z przylotem PLF 101. (Co więcej, informacja o wylocie „Frołowa” (ponoć o 6:33 pol. czasu), podawana na „wieży” XUBS, mogłaby sugerować, iż ił-76 zostaje poderwany i skierowany na Siewiernyj w związku z ówczesnym wylotem PLF 101.)

Mgielny sitcom okazuje się unikatowym materiałem KBWLLP „wypełniającym lukę” w postaci braku zapisów związanych z iłem-76, a szczególnie ze „smoleńską mgłą”, która już o 7:19 pol. czasu (zgodnie z „zegarem kamery”) ma być taka jak o 8:37, kiedy montażysta S. Wiśniewski „zdejmuje kamerę” po nadejściu „blacharzy” . Przypadek sprawia, iż SW „nie zdąża” sfilmować podejścia do lądowania „Wosztyla” (choć o 7:19, jeśliby się trzymać „zegara kamery” i ofic. danych, winno być słychać z hotelowego okna końcówkę kołowania PLF 031 po płycie lotniska) . Wiśniewski „zdąża” natomiast z rejestrowaniem „Frołowa”, do którego katastrofy też nie dochodzi, mimo że świadkowie twierdzą (załoga i pasażerowie jaka-40), jakoby skrzydłem niemal o ziemię zahaczał. Pilot „Frołowa” ma dać pełną moc silników, podrywając samolot w ostatniej chwili , lecz nie słychać tego gwałtownego skoku obrotów na mgielnym sitcomie. Tak jakby nagrał się tam… jakiś inny „przelot”. Może nie ten pierwszy? Jeśli zaś „nie-pierwszy”, to który? To pytanie do SW.

Niemniej jednak, jako pierwszy właśnie, czyli z godz. 7:25, przedstawiany jest ten przelot (rzekomo iła ) oficjalnie przez KBWLLP i ppłk. R. Benedicta w styczniu 2011 . KBWLLP prezentuje wtedy (i w swej finalnej dokumentacji) tylko jedno „podejście iła-76” . Ściślej, podejście „widma samolotu” – równie dobrze mógłby być to przelot smoleńskiego UFO, ale nie wybrzydzajmy. Nie zostaje, podkreślam, przedstawione „drugie podejście”, choć warto by oba porównać. Chyba że z tym drugim coś jest „nie tak” . Co? To np., jak niedawno wskazywałem , iż „za drugim razem” nie jest już zarejestrowany „Frołow”, tylko taki samolot-widmo, którego ów montażysta („godzinę wcześniej” w stosunku do „chwili katastrofy”) – słysząc, jak podchodzi do lądowania, a potem odlatuje – pomylił z „prezydenckim tupolewem” . SW ma swój plik z mgielnym sitcomem oznaczony m.in. jako 7:38 . To oficjalnie „godzina drugiego przelotu” iła-76, ale też czas „godzinę wcześniej” w stosunku do słynnej 8:38 , która miała być chwilą, gdy gubernator S. Antufjew słyszał: ten nierealny, nienaturalny dźwięk silników samolotu i nagle zrobiło się cicho. 8:38 to już też czas po „zdjęciu i wyłączeniu” przez SW parapetowej kamery w hotelu Nowyj.

Sama KBWLLP, napotykając nieprzewidziane trudności ze strony radzieckich badaczy i mundurowych, przygotowując swoją dokumentację końcową, radzi sobie jako się rzekło, własnymi oryginalnymi metodami. Nie mogąc brać udziału w ocenie pracy radaru na XUBS – ocenia pracę radaru na lotnisku… Mirosławiec . Czy tam również przeprowadzane są uchod experiments mające wykazać, że tupolew nie mógłby odejść zszedłszy zbyt nisko ? Gdyby tego było mało w dokumentacji KBWLLP brak jakichkolwiek danych o poprzednich lotach polskich tupolewów na XUBS czy do Smoleńska – a więc i brak danych, jaką trasą/jakimi trasami latano, jak wyglądała komunikacja między załogami a kontrolerami oraz szczególnie, jak wyglądały loty smoleńskie Protasiuka. Nie ma nawet zapisów dot. prac „kontrolerów” w dn. 7-04-2010, tak by można było porównać ich pracę z tą (nagraną) z 10-04. KBWLLP nie zamieszcza też danych dot. lotniska Jużnyj (ślad po locie 101-ki z tego lotniska znajduje się nomen omen wśród „danych FMS-a”), prac tamtejszej obsługi. Można postawić proste pytanie, czemu nie wykonano po prostu technicznego lotu z W-wy do Smoleńska 102-ką, tak by mieć materiał poglądowy (także odnośnie do pracy załogi w kabinie, checklisty, komunikacji z kontrolerami, funkcjonowania TAWS-a, FMS-a) – chyba o wiele bardziej stosowny do okoliczności rzekomego wypadku przy Siewiernym aniżeli lot do Mirosławca?

Można by też pytać, czy dokumentacja KBWLLP została wydana papierowo jako dokumentacja urzędowo-państwowa i jest np. dostępna w jakichś bibliotekach akademickich do prac choćby z dziedziny prawa? Zwłaszcza że, jak zwracał kiedyś w swej notce uwagę Polaczok, sprawa badań prowadzonych przez KBWLLP znalazła intrygujący finał w Ustawie Prawo Lotnicze (http://poljaczki.salon24.pl/506280,szczesliwa-trzynastka-platformy-obywatelskiej) – taki, że badania wraz z badaczami z „komisji Millera” zostały przesłonięte wojskowym kordonem. W takim bowiem kontekście, kiedy to w gestii sądu wojskowego pozostaje sprawa tego, co/komu/z jakiego powodu można by ujawnić z zebranej przez KBWLLP dokumentacji, zagadnienie tego nieskomplikowanego przecież wypadku lotniczego (CFIT), którego przebieg E. Klich znał jeszcze zanim wylądował z ekspertami i prokuratorami w Smoleńsku – jakoś się niesamowicie komplikuje. Komplikuje się do tego stopnia, że trzeba będzie nadzwyczajnych decyzji, by tę dokumentację odtajnić.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s