Co wyciął S. Wiśniewski, filmując z parapetu?

W niezapomnianym filmie A. Gargas 10.04.10 (od 2’33’’ materiału wideo) można obejrzeć przewijanie mgielnego sitcomu S. Wiśniewskiego, czyli „zapisu z parapetu” smoleńskiej niepogody (ponoć pochodzącego z 10-04 z godzin 7:19-8:37 pol. czasu). Cechą charakterystyczną tej skróconej emisji materiału wideo polskiego montażysty w materiale Gargas jest to, że nie widać historycznego momentu nadejścia blacharzy . Oczywiście znakomita dokumentalistka ze szkoły Macierewicza, która z tymi blacharzami nie zrobiła, niestety, żadnych wywiadów, pokazuje ich za jakiś czas w 10.04.10 (od 5’32’’), jak się krzątają, a poza tym uważne oko (podczas przewijania w zwolnionym tempie lub „poklatkowo”) jest w stanie wyłapać sylwetkę blacharza z emisji „przyspieszonej” (2’45’’) – ale jakby sama minuta/sekunda „nadejścia”, a może lepiej byłoby rzec: „najścia”, blacharzy, jakby zostaje tu pominięta.

Jakiś „sceptyk” mógłby się teraz zdumiewać, po jakie licho mogą nas obchodzić takie głupie detale, jak chwila pojawienia się blacharzy na tarasie przed oknem hotelowym polskiego montażysty, który tyle swego zawodowego czasu przeznaczył na obserwowanie i rejestrowanie smoleńskiej mgły . Sprawa jednak jest intrygująca i poważna, wszak to z powodu tychże blacharzy miał Wiśniewski „przerwać filmowanie”, obawiając się o los swej pamiątkowej kamery, której na szczęście nic się nie stało. Bezcenny znów (w materii moonwalkera i jego prac w smoleńskiej montażowni , tudzież pracowni dokumentalisty) okazuje się występ SW przed Zespołem Parlamentarnym – w lutym 2011 – tam bowiem zaprezentowana zostaje „końcóweczka” mgielnego sitcomu w zwykłym tempie (pomijając cyrk z przewijaniem, kiedy zrazu mgielny sitcom „przewinąć się nie daje”). Otóż podczas tej normalnej emisji blacharze (najpierw jeden, a następnie drugi) pojawiają/wyłaniają się z… lewej strony kadru, kamery i okna – przechodząc na prawą.

Jakie to może mieć znaczenie, spytałby „sceptyk”? Takie, że powinni blacharze wejść po tarasie z prawej strony i najpierw przejść przed oknem Wiśniewskiego, by móc niejako schować się po tej lewej stronie, nim rozpoczną swój „remontowy” show. Zdjęcia hotelu Nowyj i narożnego pokoju, w którym miał pracować „w dniu katastrofy” moonwalker (także te zamieszczone w 10.04.10), nie pozostawiają w tym obszarze cienia wątpliwości – taras kończy się po lewej stronie zaraz za oknem wychodzącym na wschodnią ścieżkę podejścia na XUBS . Nie ma mowy więc, by blacharze tam się znaleźli bez wcześniejszego przemarszu przed obiektywem kamery SW, chyba że użyliby drabiny, by ukradkiem i cichaczem dostać się na taras. Trudno sobie wyobrazić też, by przez godzinę i kilkanaście minut (zgodnie z zegarem kamery smoleńskiego zegarmistrza) dwaj blacharze waciowali skuleni po lewej stronie przy murze, nie dając znaku życia i nie pojawiając się w oknie, tak, by dopiero o 8:36 zacząć się „ujawniać” przed kamerą ze swymi pilnymi robotami „odstraszającymi” dokumentalistę mgły.

Co z tego wynika? To, że 1) mgielny sitcom jest materiałem pociętym i 2) coś zostało w nim z jakiegoś powodu pominięte, 3) blacharze musieli się zjawić wcześniej i przejść na lewą stronę okna; jeśliby zaś pracowali wcześniej, to 4) zdjęcie i wyłączenie kamery wcale nie musiało mieć związku z ich robotami na tarasie. Jakiś „sceptyk” powie: ale jakie to może mieć znaczenie dla „katastrofy smoleńskiej”? Takie chociażby, że mgielny sitcom ma być „materiałem dowodowym” prezentującym nie tylko „smoleńską mgłę” z 10-04, ale też (częściowo) „ruch lotniczy” przy smoleńskim wojskowym lotnisku, po wschodniej stronie XUBS (vide styczniowa 2011 konferencja/prezentacja KBWLLP ). To, że wideo z parapetu hotelowego okna może być nieciągłe, można było wywnioskować z faktu, iż SW w pewnym momencie zmienia ustawienie kamery . Moment, w którym ta zmiana zachodzi, może być zarazem chwilą wyłączenia kamery – wyłączenia choćby po to, by na nowo ją ustawić, wyregulować etc. To zaś, że nie widzimy momentu tego przestawiania kamery (na statywie lub wraz z nim), dodatkowo świadczyłoby, iż została wyłączona. Na jak długo jednak? Co się wtedy działo? Czy było to jedyne wyłączenie kamery, czy też takich zabiegów wykonano więcej? Czy 7:19 to początek filmowania, czy był jeszcze „wcześniejszy odcinek”, ale się zbył? Po co została kamera ponownie włączona po godz. 7:38, skoro była tak kiepska widoczność? Co się „nie zarejestrowało” w przerwie ? To pytania do „montażysty katastrofy smoleńskiej”, których ZP nie zadał, bo i po co.

W rozmowie z pos. A. Sikorą (na posiedzeniu ZP) Wiśniewski unika otwartej odpowiedzi na jej pytanie, czy włączał i wyłączał kamerę, twierdzi jednak, że przestawił ją, cytuję: po tej sytuacji, gdy widzia-, słyszałem samolot, a nie widziałem . Gdy zaś przypomnimy sobie relację SW choćby z wywiadu dla Rzeczpospolitej (13-04-2010) , jakoby miał być świadkiem podchodzenia do lądowania (oraz odlatywania) „prezydenckiego samolotu” (czyli, jak można sądzić, tupolewa ) – to sprawa tego, co to mógł być za samolot (słyszany, a nie widziany), po przelocie którego SW zmienia ustawienie kamery, staje się dużo poważniejsza . Niemniej jednak prezentując na posiedzeniu ZP (bez „zegara kamery”) kadry , w których słychać, a nie widać, jak komentuje montażysta przed parlamentarzystami, świadek dodaje wyjaśniająco: I leci iłuszyn. Słychać, a nie widać. Macierewicz wtedy wtrąca uwagę: to jest drugie zajście, lecz SW wcale nie odpowiada twierdząco, po prostu: tak, drugie zajście, tylko kluczy, jakby nagle wyłoniła się jakaś arcyskomplikowana kwestia w jego pracy dokumentalisty smoleńskiego: to… zzz… yyy…, znaczy, nie wiem, które, pierwsze, drugie, to, tu, no, tego, ale… w tym momencie powinien być tu widoczny iłuszyn. Ni ma.

Jak to Wiśniewski może nagle nie wiedzieć, które to zajście, skoro miały być dwa, jak głosi moskiewska legenda, a pierwsze prezentowane jest przez mgielny sitcom w postaci świetnie nam znanego „widma” przelatującego iła-76? Jak też Wiśniewski może wiedzieć, że to drugie zajście to akurat iłuszyn (plik, z tym fragmentem zapisu parapetowego posiada opis: LADOWANIE ILA-76 ), skoro tym razem ewidentnie samolot słychać, a nie widać – sam zaś SW mówi w jednym z wywiadów z 10-04, że nie jest aż takim znawcą, by po dźwiękach silników rozpoznawać typ statku powietrznego ? Skąd też SW może wiedzieć, iż ten samolot, który słychać, a nie widać, przelatuje ze wschodu na zachód, a nie odwrotnie? Na posiedzeniu ZP sam przecież świadek wyznaje, iż zdziwić go miało to, że nie widzi samolotu i zastanawiał się, czy prawidłowo ustawił kamerę, a więc, czy podejście nie jest wykonywane z innego kierunku . Wyznaje to tak, jakby słyszał, właśnie, słyszał, że ten przelot zaszedł inaczej niż poprzednie. Co również warte zaznaczenia, nie ma na mgielnym sitcomie żadnego komentarza moonwalkera zza kamery (analogicznego jak te, które są podczas wędrowania po „miejscu katastrofy”) na temat tego, co się dzieje za oknem, a to aż się prosi o komentarz. SW nie kwituje żadną uwagą ani „pierwszego zajścia”, ani tego pokazanego jako „nie wiadomo, które” . I po tym „nie wiadomo którym” podejściu SW ma wyłączyć i przestawiać kamerę na parapecie, co zarazem daje mu też czas i możliwość wycięcia czegoś – skasowania, nadpisania itd. Wycięcia czego? Co mógłby/miałby wycinać moonwalker na swym sztucznie domglonym materiale wideo? Co mogłoby „nie pasować” do „chronologii” rejestracji zaokiennej pogody dn. 10-04? Na pewno nie odgłos przelatującego gawrona albo zięby, którą słychać na moonfilmie.

Moskiewska legenda głosi, że 10 Kwietnia o 7:15 pol. czasu wylądował na XUBS „Wosztyl”, a o 7:25 i 7:38 dokonał niskich przelotów ze wschodu na zachód „Frołow”. Tego pierwszego (z trzech wymienionych) manewru lotniczego Wiśniewskiemu „nie udało się” udokumentować (włącza kamerę ponoć o 7:19 ), więc zostawałyby (zgodnie z ofic. narracją) jeszcze dwa – te „Frołowa”, prawda? No bo blisko godzinę potem, licząc od 7:38, (znikąd) przybywają na taras (o 8:36) blacharze, zmuszając montażystę do zdjęcia kamery i jej wyłączenia, a wtedy akurat dochodzi do „katastrofy”, której SW „nie zdąży” sfilmować , ale przynajmniej „zdąży zobaczyć” w „rozwiewce we mgle” nad ul. Kutuzowa , mimo przesłaniających wszystko, wysokich drzew i mimo irytującej krzątaniny blacharzy. Co zatem mógłby SW wyciąć z mgielnego sitcomu? Mógłby wyciąć, uwaga, …drugi przelot „Frołowa”.

Chor. R. Muś, który miał na płycie smoleńskiego lotniska obserwować oba zajścia ruskiego transportowca, twierdzi w wywiadzie z 6 lipca 2010 , że w przypadku tego drugiego manewru: [t]ym razem jednak Rosjanie zupełnie nie trafili w pas. My staliśmy na drodze do kołowania oddalonej od niego o ok. 70 metrów. Ił wyszedł niemal dokładnie nad nami. Wiedział, że nie jest nad pasem, więc przed przelotem nad naszym Jakiem już miał obroty startowe i nie kombinował tylko odlatywał. Z tego opisu zaś można wysnuć taki wniosek a propos mgielnego sitcomu, że, przelatując ze wschodu jeszcze bardziej na południe (w stosunku do osi pasa), „Frołow” powinien być nawet lepiej widoczny z okna hotelowego Wiśniewskiego niż „za pierwszym razem”, gdyż byłby jeszcze bliżej hotelu Nowyj aniżeli podczas „pierwszego zajścia”.

„Sceptyk” powie na to wszystko: to niemożliwe. Jaki interes miałby polski montażysta w wycinaniu drugiego zajścia „Frołowa”? Jaki to wycinanie miałoby sens? Pomijając już teraz to, czemu faktycznie miał służyć przelot ruskiego transportowca nad polanką samosiejek, to cel takiego zabiegu montażowego byłby przede wszystkim taki, by zachowana została w pewnym „nienaruszonym ciągu zdarzeń” moskiewska konstrukcja narracyjna (której SW stara się być wierny ). Zgodnie z nią o 7:25 i 7:38 zachodzą przeloty „Frołowa” i niczego, nikogo więcej – o 8:40/8:41 zaś dochodzi do „katastrofy smoleńskiej”. Liczba „zajść we mgle” na mgielnym sitcomie musiałaby wynosić dwa – detale byłyby do uzupełnienia gadką-szmatką. Tymczasem E. Klich w piśmie z 15-04-2010 do D. Tuska, nadmienia, powołując się na relację jednego z pracowników XUBS: Próby lądowania samolotu Ił-76 były po lądowaniu samolotu Jak-40 (czas ten dokładnie nie jest w tej chwili znany ). Po odlocie samolotu Ił-76 z KL nawiązała łączność załoga jakiegoś samolotu, który chciał lądować na lotnisku w Smoleńsku i KL nie wydał zgody na lądowanie. Czyżby zatem moonwalker pozostawił na mgielnym sitcomie zajście tego właśnie samolotu, którego, jak sądził, pomylił z „prezydenckim tupolewem”? To by dopiero był klops dla katastrofologów – by nie rzec, katastrofa.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s